|
sza bezowa2010-10-31 18:36:14// czasami czasami ludzie powinni sie po prostu pierdolic. mam dosyc, ale zastanawiam sie czy mam dosyc tutaj, czy w ogole. co jesli po prostu nie ma dla nas miejsca? z drugiej strony swiat jest tak duzy, ze na pewno to miejsce gdzies jest, tylko czy chce nam sie go szukac, czy jestesmy tak bardzo zmeczeni i zniecheceni, ze rezygnujemy zbyt wczesnie i sami siebie unieszczesliwiamy? nie wiem czy mi sie chce, wiem ze chcialabym sprobowac i wiem, ze nie mozna czekac az cos sie poprawi tylko trzeba zmusic samego siebie do zmiany. najlepiej byloby stad wypierdolic, tylko gdzie? wrocic z sajgodu do sajgonu, czy z niczym szukac czegos innego i liczyc na lut szczescia? a jesli sie nie uda, to czy bedzie jeszcze mozliwosc wrocic do swojego polskiego sajgonu? czy to nie jest krecenie sie w kolko i powracanie do punktu odniesienia? chujowy start, chujowe rozwiniecie i czy aby na pewno koniec tez bedzie chujowy? czy chce mi sie starac zeby nie byl, czy brnac w chujowe rozwiniecie tylko po to zeby ludzic sie poprawa? wypierdalac, czy nie? oto jest pytanie ;) drobny humor na koncu, to chyba dobry znak skomentuj (0) 2010-09-25 19:38:55 // trzy kolory bialy, zabij, zaplace ja tu zwariuje, ja tu zwariuje, ja tu zwariuje, a moze nigdy nie bylam normalna. to by duzo tlumaczylo. leze, kot, czyjs kot chodzi dookola mnie. naciska lapkami na tapczan tak, ze mam wrazenie jakbym lezala na lozku wodnym. chodzi po mnie i wacha, tak jakbym juz nie zyla. juz, dlaczego juz? a czy ja w ogole zyje? czy takie jest zycie? czy kazdy tak zyje? monotonia, cyrkulacja mysli, nuda. zycie bez zycia. ojciec mowi, ze "inteligentni ludzie sie nie nudza". nie jestem inteligentna, nie musze byc. co to w ogole za wyznacznik. najbardziej ludzcy ludzie nie sa inteligentni bo wiecej czuja niz mysla. jestem podla jednostka ale to nie swiadczy o inteligencji. ani ludzka ani madra. zawsze na rozstaju dwoch swiatow. normalnosc, co to jest normalnosc? jesli jestem normalna to nie chce byc. jak ludzie w tym pieprzonym londynie moga tak zyc? a czy ja zyje inaczej w polsce? jak mozna tak wegetowac? jak mozna myslec o internecie i niemoznosci obejrzenia filmu na youtubie? jak mozna dopuscic zeby taki "problem" wplywal na moje samopoczucie? jak moge denerwowac sie taka duperela? jestem prosta jak budowa cepa. pewnie dlatego mnie zostawil. "sennosc" chce w koncu obejrzec ten film, jestem na drugiej czesci i nie moge 16min 57 sek pierdolenia sie z internetem. ile ludzi zamiast myslec "co kupic?, kiedy przestana sie pieprzyc? czy te kaloryfery grzeja?", zastanawia sie "gdzie pojechac? jak zgrac w czasie milion miejsc do zobaczenia? dlaczego zycie jest tak krotkie?" ? co ja mam ze soba zrobic? ruszyc dupe! gdzie? nie moge, nie umiem, po co, co to zmieni, nie jestem zbyt.. zeby byc wystarczajaco.. czy mi sie cos pojebalo czy taka jestem? jesli zycie jest takie jakie widze to nie chce go. zimno mi. jak moge odczuwac potrzeby wyzszego rzedu, jesli te z nizszego nie sa zaspokojone. co za pierdolenie. jakie ja mam w ogole potrzeby. chcialam cos zmienic to wyjechalam. zamienil stryjek siekierke na kijek. chuje muje dzikie weze. te ich madrosci. zygam juz tym. zmien zmien zmien, wyjdz do ludzi. gdzie, kurwa gdzie?! skomentuj (0) 2010-08-02 11:32:02 // zawsze kurwa cos zawsze, nie moze byc po prostu dobrze. i nie chodzi mi o problem w jednej dziedzinie, tylko jak cos, w czymkolwiek (podoba mi sie to) zaczyna sie ukladac albo z czegos jestem zadowolona, pomijajac fakt, ze w innych dziedzinach jest tragicznie, to nawet w tej jednej w ktorej wydaje sie byc wszystko ok, zawsze cos przeszkodzi doskonalosci i zazwyczaj wchodzi to juz w strefe moralna, czyli ta najtrudniejsza (nie mam pojecia jak podzielic to zdanie). kurwa kurwa kurwa i nie da sie z tego wybrnac, bo albo ja bede poszkodowana (co akurat duzo latwiej przeboleje), albo bardzo dobry czlowiek (czego bym sobie nie darowala), a tylko dlatego ze ten dobry czlowiek wierzy (albo chce wierzyc), ze jest z rownie dobrym czlowiekiem. a nie jest. chryste, nawet boje sie byc doslowna w tym temacie na blogu, w nieocenzurowanej nicosci. jakim cudem ja sie wplatalam w takie cos. ba, nie wplatalam sie, zadna w tym moja wina, po prostu nie przewidzisz. wszystko ok, usmiechamy sie, a za zamknietymi drzwiami to co widze i slysze wbija mnie w ziemie. boje sie cos mocniej powiedziec, zeby nie bylo zemsty za odmowe (wtedy bede ta najgorsza, bede tym zlem ktore sie wkradlo do domu i nikt nie zauwazy, ze ja przeciez nic nie zrobilam, ze ktos tym musial pokierowac, ale skoro przez tylenascie lat "kierowca" sie nie ujawnial, to to na pewno bedzie moja wina). boje sie tez swoich "slabszych" reakcji, czyli obracania wszystkiego w zart i usilnego wskazywania zalet dotychczasowego zycia, cudownej partnerki i ogolnego szczescia, bo to jak narazie nie skutkuje. trzecia opcja, najgorsza, nakierowanie dobrego czlowieka, na mysl, ze partner nie jest szczery, to by wywolalo w ogole trzecia wojne swiatowa. a moze sie znudzi moja gadanina i momentami chamskimi juz odzywkami i po prostu da spokoj, ucichnie wszystko i bedzie dobrze. bardziej prawdopodobna wersja to jednak taka z filmow - cos sie stanie, wkurzy sie, zrzuci wine na mnie itd i oczywiscie bede potepiona za odmawianie. chryste kurwa, a tacy fajni ludzie, a tak sie dobrze mieszka, co to komu odpierdolilo i co ja mam zrobic do cholery, zeby jemu gebe zamknac, niczego nie popsuc swoim poczuciem winy za nie swoje uczynki i.. moze im zorganizuje jakas romantyczna kolacje, jak amerykanskie dzieci swoim amerykanskim rodzicom na amerykanskich glupic komediach romantycznych. (specjalnie za duzo amerykanizmu bo juz nie wyrabiam) omijajac wszystkie smierci, nie wiem, czy kiedykolwiek myslalam tak intensywnie. gdzie ten kregoslup moralny? czy fakt ze spedza mi to sen z powiek swiadczy ze jakis kregoslup mam? czy mialabym go mowiac, czy wyprowadzajac sie? ale nie mam kasy, zaplacilam za 2 tyg w przod, to jest dom pelen dobrych ludzi, tylko jeden jest oszolomem, co ja mam do cholery zrobic, zeby nikomu problemow nie narobic, bo to, ze ja bede ta najgorsza to juz sie z filmow dowiedzialam. chryste, przeciez ja nic nie robie, ale kogo to bedzie interesowalo. wierzy sie temu, kogo sie dluzej zna. nie mam szans, ukamienuja mnie za niewinnosc. dzisiaj nie spalam cala noc nie z kaprysu, tylko nie moge. czuje jak marszczy mi sie czolo i nos kiedy tylko przestaje cos do kogos mowic, od razu zaczyna sie ten temat. nie moge powiedziec juz P.E. bo po jej ostatniej radzie ktora nie poskutkowala, no co ja mam zrobic. bede chamska - zle bo sie zemsci, bede dyplomatyczna - nie przestanie, nic nie robic - nie moge bo to boli moja psychike i niszczy dobremu czlowiekowi zycie, a powiedziec tez nie powiem bo dopiero zniszczy, a i tak mi nikt nie uwierzy. zwariuje. nigdy, nigdy bym nie przypuszczala ze cos takiego moze mi sie przytrafic. jakby nie patrzec, nie mozna nikomu ufac. oni tak klamia. nie wazne czy jestescie razem rok, piec, czy pietnascie. klamia i zachowuja sie jak zwierzeta, a obwinia sie padline. kurwa kurwa kurwa nie wiem co robic skomentuj (0) 2010-07-30 01:00:07 // on on byl taki doskonaly pod kazdym "zyciowym" wzgledem. bekal, puszczal .. i zawsze sie czyms uswinil ale czy to bylo w ogole istotne? spotykal sie ze swoja fascynacja, to bylo istotne. dawal mi do zrozumienia, ze nie jestem taka jaka chcialby miec, to byly istotne sprawy. zawsze czegos bylo za malo, nawet jesli dla mnie bylo zbyt duzo. nie da sie czuc za dwoje. moim problemem byla zbyt szybka "doroslosc i odpowiedzialnosc. znalazlam kiedys w knajpce "antykwariat" karteczke: "biore odpowiedzialnosc za wszystko czego doswiadczam". tja jemu byla potrzebna druga mamusia, ktora teraz chyba ma. tzn ma na pewno i mieszkaja razem, co w moim przypadku bylo nie do pomyslenia. ah ci przyjezdni. no i tak. w sumie to chyba juz mnie to ani nie ziebi ani nie grzeje. chcialabym czegos "nienormalnego", nie mylic z patologia. i wlasnie w tym momencie wymyslilam sobie londyn. no gdzie ja mialam glowe. moze to i lepiej. P.E. mowi, ze kiedy zajmiemy sie samym soba, co jest najwazniejsze, wszystko wokol niechcacy samo sie uklada i ktos sam sie napatoczy. teraz mi nie jest potrzebny wiec niech sie nie napatoczy bo jeszcze posle go w diably niechcacy. skomentuj (1) 2010-07-28 02:42:34 // londynowsko za sciana seks, pod podloga seks, zeby mieszkac depozyt, zeby pracowac depozyt, zeby zjesc trzeba sie pozygac, zeby wypic-zatkac nos. w radiu o Panu Mozdzerze w ASP, a ja sie zastanawiam, co zrobic z tymi 6scioma funtami ktore pozyczylam wspollokatorom. jak juz mi oddadza to czy kupic fajki czy doladowac travelke.. i po cholere ta.. nie, tu sie trzeba cofnac. wywiesilam ogloszenie, cleaner is looking for a job. napisala do mnie babka, oddzwonilam. do sluchawki drze sie dzieciak, ona mi cos pitoli o gotowaniu i odbieraniu dzieci ze szkoly i jeszcze pyta o prasowanie, a juz na poczatku rozmowy zapowiedziala ze szuka kogos na 2h dziennie. nie dosc ze 4ta strefa, to jeszcze problematyczne babsko, no ale niech jej bedzie. dzisiaj czytam smsa: "interview 10 am thursday 29th july followed by work trial until 1pm. (adres). Please bring proof of address, education certificates, passport, cv and references. Please make sure you check the address on a map before coming. Thanks. Isabelle" .. no zesz. FBI czy CIA ? wole przez kilka dni nie palic, niz sie tak ponizac za zwykle sprzatanie. rozumiem, ze dajac komus dziecko pod opieke, nalezaloby go przeswietlic, ale co jej da zobaczenie polskiej matury? a paszport (ktorego nie mam)? chce zxerowac? ma laser do sprawdzania podrobek? no przynies jej kurwa mature, za 6,5 funta za godzine. a ta polka wczoraj.. 5,80 za godzine i 100 funtow depozytu, bo dziewczyny rysuja sciany blaszkami naszytymi na jeansy. 4 domy w jeden dzien i na dodatek nieprzyjemna jak znienawidzona ciotka z menopauza. nie wiem czy chce tu byc, nie wiem czy "oplaca sie" tak zle czuc sie ze soba dla watpliwej kasy. i jeszcze ten celibat i w ogole to wszystko.. milo byloby pojsc z kims rozsadnym na kawe, do kina, na spacer. minelo poltora roku. kilka zdjec jest ok.. K doprowadza mnie do szalu. zamiast mi odpisac "bedzie dobrze, nie lam sie".. to ta mi pisze ze po moich oisach sytuacji, coraz mniej jej sie chce do mnie dojezdzac. no czy tak sie zacowuje przyjaciolka? bo mi sie wydaje ze to dosyc samolubne podejscie. boze jak mi sie chce palic.. za sciana "kochanie", na dole "kochanie", w drugiej jedynce zamezna Pani. P.E. z mezem, E. z narzeczonym, K. seksila sie wczoraj z bylym, a ja tu nawet swojego kota nie mam, tylko fotografie. kurwa jak mi jest smutno. skomentuj (0) 2010-05-03 16:10:49 // zwiazkowe madrosci spotykam sie z przyjaciolka zeby pogadac, ona ma dola i ja mam dola, zakladam ze bedziemy snuc plany i rozsmieszac sie.. ale, wlasnie, zalozenie jest poprawne tylko ze zawsze trafi sie w jej otoczeniu ktos pieprzacy moraly. cos co ja jej mowie od ilustam lat, ktos inny powtarza teraz i ona go/ja cytuje! kurwa?! ta moja krwawica jest gowno warta tylko dlatego, ze jakas dziewucha "zakochala sie" (za rok wszystko sie rozleci) i teraz mysli ze pozjadala wszystkie rozumzy, dublujac cos co ja przyjaciolce powtarzam od lat, one znaja sie od roku i ta cytuje "zakochana"! jesli ja bym odkryla ze ktos powiela slowa wieloletniego przyjaciela, odpowiedzialabym "znam ta gadke, ten i ten mowia mi to od lat, zmienmy temat" ale na pewno nie powtarzalabym tego samego przyjacielowi, ktory wrzuca mi te teksty od.. kurwa! czy ludzie zwracaja uwage na to co sie do nich mowi, dopiero kiedy powie to ktoras z rzedu osoba? niewazne czy to przechodzien czy nowa kolezanka? jak mozna zapominac o tym, ze ktos walkowal z nami ten sam temat niewiadomo jak dlugo. "zakochana" wali oklepane teksty i jest autorytetem mojej przyjaciolki tylko dlatego ze od dwoch tygodni z kims sie spotyka. co to sie ludziom w dupach przewraca, ze z kazdym nowym penisem w sobie wydaje im sie ze sa madrzejsi i moga sie wymadrzac przed tymi, ktore dawno nikogo w sobie nie mialy. dlaczego wyznacznikiem przestaje byc tzw "sukces", a wazne jest ze ktos komus polyka?! o tym oczywiscie zadna nie mowi.. bo to taka pseudodyplomacja i to dmuchanie do herbaty zeby ja ostudzic?! "to takie romantyczne, dlaczego ja nie spotykam takich facetow" przeciez to jakis cipulec! czy juz nie ma samolubnych i zarowno szarmanckich facetow, ktorzy mowia "po co mi plaster? zatrzymaj dla siebie jak sie zatniesz nad kostka" to jest romantyczne, kiedy "zgrywaja twardzieli" poki nie zobacza wiekszego rozciecia niz centymetr i pamietaja nasze slabosci zeby je wytykac w ojcowski sposob. romantyczne nie jest udawanie ze jest sie za niska zeby cos skads zdjac albo "nieradzenie" sobie ze sloikiem, wiadomo ze kazda dziewczyna zna tricki z nozem itp. jakbym sie uparla to i kolo w samochodzie bym zmienila, potrzebny by mi byl facet tylko po to zeby sie upewnil ze nie odpadnie i nie spowoduje wypadku. czuje sie tak cudownie niezalezna i tak "niezaleznie inteligentna" ze zal mi kobitek uzerajacych sie z penisami. jasne ze sa potrzebni, zeby czasem wejsc i sciagnac film albo naprawic komputer, dobrze jest czasem zagrac z nimi w scrabble albo sie poprzytulac ale kiedy teraz to wszystko podkreslam.. po co ludziom zwiazki? mam kota, kocham ja a ona sie do mnie przytula, nie robi wyrzutow i nie wscieka sie kiedy cos sobie niechcacy zrobie. serio, po co to wszystko? dla bezpieczenstwa, czulosci, seksu? bez seksu mozna zyc, a kiedy komus jest niezbedny, zawsze mozna znalezc "okazje" albo milego kolege. bezpieczenstwo? kup sobie porzadny zamek do drzwi i utrzymuj dobre relacje z ojcem zeby mial dla Ciebie czas kiedy cos sie w domu zepsuje. czulosc? zwierze jest cudowne, przytula, mruczy, przychodzi w nocy, ideal. no chyba ze komus brakuje niestabilnego emocjonalnie zycia, klotni i zastanawiania sie "co on tak dlugo siedzi z ta kolezanka na kawie? powinnam schudnac? pomalowac paznokcie?" jesli potrzebna jest rozmowa, dobrze jest miec kolezanke i internet. idealnie, obalam potrzebe posiadania "drugiej osoby/polowki, romantycznego pierdolenia" no! skomentuj (0) 2010-05-01 22:19:55 //majowo kot - cudowny praca - dolujaca kot - cudowny celibat - przerwany facet - brak kilogramy - wiecej plany - mgliste relaks - watpliwy filmy - zbyt malo zdjecia - kiepskie ego - maciupkie czy pisalam juz ze moj kot jest cudowny? odwieczne pytanie : "skad to nazwisko?" - bez odpowiedzi ale mam przedziwna chec uczenia sie niemieckiego wymyslilam sobie, ze nie jestem taka glupia i moze dobrze by bylo wreszcie sie czegos nauczyc, zaczne od jednego "jezyka" rower - bez tylnego hamulca - moim zdaniem najwazniejszego chec do pisania o czymkolwiek - nieodparta klawiatura - brak no to zaczynamy :) skomentuj (0) 2010-02-14 15:52:31 kurwa pieprzyc celibat najgorsze jest to, ze kiedy popsuje sie cos w komputerze, nie ma nikogo kto by uratowal sytuacje fuck skomentuj (0) 2010-02-14 14:36:40 // przeklęta stabilizacja od listopada mam "stala" prace, ktorej sie nie wstydze. od listopada mam drugiego kota. od marca z "nikim" sie nie spotkalam, za miesiac bedzie rok. umowa konczy mi sie w czerwcu, pewnie ja przedluza. wizadrugiego kota, konczy sie za jakies poltora miesiaca i pewnie nie zostanie przedluzona. konca celibatu nie widac. czy popieprzyly mi sie priorytety, czy wlasnie zacznaja sie ukladac wedlughierarchii ogolu? pije, pale i ogladam filmy, przynajmniej to sie nie zmienilo przez ostatni rok.. nie robie zdjec, zwalam to na pogode. moze kiedy przyjdzie wiosna i zaczne wychodzic z aparatem, celibat sie skonczy.. wiekszosc ludzi czuje sie pewniej kiedy maja porzadna prace, srodki na koncie, poukladane zycie i mowia, ze teraz jest czas na "cos". ja czuje sie dobrze kiedy ogladam i patrze, wiec dlaczego tego nie robie? czy taki stan ma sie powtarzac cyklicznie, z kazdym nadejsciem zimy, czy wczesniej tego nie zauwazalam bo "byl ktos". kolejny powod, przeklety B ze swoim przekletym super szybkim internetem, popsul moje kontakty online bo kiedy tylko wchodze na kurnika albo na czat, zaraz mnie wywala. B bagatelizuje problem ale moze kiedy powiem ze mam tego dosyc i albo naprawi sytuacje albo ma sobie isc.. ta, wywale wspollokatora bo nie moge grac i czatowac, dno. the point is ze wszystko zawsze na cos badz na kogos zwalam, zamiast cos zrobic ze soba. trudno. to jego wina. skomentuj (0) 2010-01-19 23:03:01 // talent? chyba mam talent do znajdowania ludzi z czestotliwoscia: jeden w roku. w 2005, poznalam plac konstytucji w 2006, (tu regula sie nie sprawdza bo mialam atak nimfomanii) w 2007, poznalam pana z politechniki w 2008, poznalam Pana Tomasza w 2009, poznalam pentaxa (miejmy nadzieje ze chociaz ta znajomosc przetrwa) jest poczatek roku 2010, a ja juz wiem ze kogos wartosciowego poznalam i to nie dlatego, ze chce i wymuszam sobie takie poczucie, ale wiem ze zapamietam tu nie chodzi o to kogo dalej znam ale do kogo mam sentyment, bo mam sentyment do kazdego kogo szanuje, a bardzo malo jest takich osob. to takie poczucie, kiedy czujesz sie lepiej bo poznajesz nowe. dwa koty rzadza moim mieszkaniem, a wychowuje mnie wspollokator. koniec swiata, nadzieja w mailach skomentuj (0) 2010-01-02 18:20:15 //2010 i oto jestem w tym samym miejscu w ktorym bylam 3 lata temu. w moim strarym pokoju w mieszkaniu rodzicow. przez te 3 lata nie zmadrzalam ani troche, przeprowadzilam sie, mialam 2 wspollokatorow, szczura ktoremu umarlo sie w tym roku, w sumie pracowalam w blisko 20stu miejscach, przytylam 20 kilo i poznalam kogos kto mnie rzucil. pominelam chyba najwazniejsza sprawe, mam kota, koteczke, Grete. ta, gdyby nie ona to juz pewnie mialabym za soba kilka prob. moj ojciec wciaz jest chamskim dupkiem, a mama smutna frustratka, ja nie zmieniam zdania, ze nigdy nie powinni byli sie pobrac. do dupy. powinnam tyle rzeczy przeczytac, a marnuje czas na siedzenie z nimi i udawanie, ze pomimo natloku chamstwa i okrucienstwa w naszych dialogach, jestesmy szczesliwa rodzina, ktora mimo wszystko umie ze soba wytrzymac. nie umiemy, meczymy sie. tak jak 3 lata temu nie mam znajomych, czyli alternatywy brak. samotnosc jest cudowna, mam prace w ktorej rozmawiaja ze mna - to bardzo pomocne i w zupelnosci mi wystarcza. jestem chora na nie wyleczona angine, bleh skomentuj (0) 2009-10-12 21:05:56 // celibat ja bardzo cholernie chce takiego zapachu i ciepla jakim charakteryzuja sie osobniki z penisami. chce jednej koldry na dwoje, chce usciskow, sciskow i zaciskow. dotyku skory, wyczuwania linii papilarnych. jedrnosci gdzie trzeba i luzu gdzie niezbedne, skosow na poduszce i polowy lozka. oddechu, czterech dziurek w dwoch nosach. ust, jednych suchych, drugich wilgotnych. mowienia, uciszania i szeptania. zamykania oczu i braku obawy o duchy z lustra. chce porannej kawy w dwoch kubkach, moja mocniejsza z cholernie duza iloscia cukru, jego slabsza, z jedna/poltorej lyzeczki cukru i szelestem gazety. c.d. nie nastapi gdyz autorka sie podlamala i postanowila dokonczyc 1,5l wina skomentuj (0) 2009-09-23 20:06:23 // sprawa Pani Alicji T. http://pl.wikipedia.org/wiki/Wyrok_Europejskiego_Trybuna%C5%82u_Praw_Cz%C5%82owieka_w_sprawie_Alicji_Tysi%C4%85c dosyc kontrowersyjny przypadek. mysle, ze bedac na miejscu tej pani, rowniez sklanialabym sie ku aborcji trzeciej ciazy. bulwersuje mnie w tym wszystkim jedna rzecz, a dokladniej nie rzecz tylko czlowiek, jeszcze dokladniej nie jeden czlowiek a trojka. usuniecie plodu to jedno, nie jestem wierzaca i jestem dosyc tolerancyjna w temacie aborcji ale ALE dziecko, ktore jednak przyszlo na swiat o ile sie nie myle, ZYJE i ma jakies 8 lat. dziewczynka ma dwojke rodzenstwa. rozumiem parcie na kase, utrate wzroku, rente, starania o zapewnienie bytu trojce dzieci. mysle ze rozumiem. ALE co jest wazniejsze? kasa z odszkodowania? mala renta? brak firmowych bucikow dla dzieci? czy pewnosc, ze badz co badz chyba "niechciana" corka, nie popelni samobojstwa, bo jest swiadoma, ze mama chciala ja usunac w obawie o wzrok? pozostala dwojka dzieci bedzie zyla ze swiadomoscia, ze ich siostrzyczki moglo nie byc na swiecie. ze osoba, z ktora sie wychowuja, ktora kochaja, mogla sie nigdy nie urodzic, bo mamie grozila utrata zdrowia. pare lat temu byla naglosniona sprawa kobiety chorej na raka, ktora jednoczesnie byla w ciazy. zdecydowala sie na urodzenie dziecka i przerwanie/ czy nie rozpoczecie chemioterapii. byla zywym inkubatorem dla swojego dziecka, z milosci do niego. w tym wypadku, wydaje mi sie ze sprawa jest duzo bardziej skomplikowana moralnie. JESLI juz sie stalo, ze aborcja nie doszla do skutku, dzieco sie urodzilo nawet jesli kobieta stracila wzrok (choc jak wiadomo nie do konca), to uwazam, ze temat aborcji powinien zostac pomiedzy zona i mezem. nie mozna stawiac na szali wzroku matki i zycia dziecka, ktore do konca bedzie mialo swiadomosc, ze mialo nie zyc. bedac tym dzieckiem wolalabym zyc w nieswiadomosci. myslec, ze mama mnie kocha tak bardzo, ze postawila na szali swoje zdrowie. wolalabym miec niemal slepa mame, niz wiedziec, ze przez pierwsze 8 lat mojego zycia, (kiedy innym dzieciom jest poswiecane maximum uwagi i milosci bo to lata, ktore je ksztaltuja) moja mama wytezala wzrok zeby walczyc o odszkodowanie i przeprosiny, bo zyje, a ona malo widzi. jest mi ogromnie zal dzieci tej pani. mam nadzieje, ze beda zdrowe psychicznie i zadnemu nie przyjdzie do glowy cofnac sie w czasie i zrobic tego, czego mamie odmowiono. wlasciwie to jestem ciekawa jak ta dziewczynka jest traktowana przez rodzicow, rodzenstwo i rodzine. poniewaz sprawa jest tak bardzo naglosniona, a zapewne najblizsi stoja murem za mama, dziecko pewnie traktowane jest jak "przyczyna", a nie jak kochany skarb zycia. dziekuje za lekcje myslenia. skomentuj (0) 2009-09-08 03:40:55 // dylemat, rozmowa z sumieniem z jednej strony ludzie az sie prosza zeby im wygarnac, z drugiej, slowa Ś.P. babci "badz ponad to".
- nie mozna dawac soba pomiatac
- byc bezbronnym i spuszczac po sobie oczy?
+ludzie ktorzy to robia, lecza kompleksy = badz ponad to
+ z przesady w przesade, trzeba wymyslic cos "gustownego", inteligentna riposte
- najchetniej wyglosic krotki referat na temat dna po ktorym brodzi delikwent
+ ponizajac innych, ponizamy siebie, a jak mowi P.E. nie wolno obrazac godnosci ludzkiej
- kurwa, racja
+ nie mozna tez przesadzic i byc "matka teresa", cos z szykiem, cos takiego, po czym "osoba"
- zarozumiala zolza
+ zamilknie
- uzna nasz autorytet
+ a my odejdziemy z twarza i tarcza
- wygramy
boze jaka ja jestem prymitywna i glupia. babcia wiedzialaby co zrobic. poradzilaby, ja bym zapamietala i stala sie choc ociupinke madrzejsza. skomentuj (0) 2009-09-02 23:22:36 // nie moje fascynacje K przezywa nowa, stara fascynacje. nowa bo po zerwaniu, a stara bo z bylym, ale nie tym ostatnim. kiedy mi o tym wszystkim opowiada, czuje sie jak w podstawowce. jeszcze tylko brakuje liscikow pisanych pomaranczowa kredka. majac 9 lat bylam adorowana przez adresata milosnych liscikow pisanych wlasnie pomaranczowa kredka. K sie "podnieca", zawstydza i marzy, a ja sie czuje jakbym byla zgorzkniala i na pewno zazdrosna. w sumie to dobra dziewucha i oklepanie ciesze sie jej szczesciem. to ze nie jestem ckliwa, nie znaczy ze jestem nieczula, a wkurwia mnie niesamowicie kiedy K mowi, ze nic nie czuje. "to ze ty nic nie czujesz, nie znaczy ze inni bla bla bla bla". kurwa. idiotyzm. a niech sie podnieca, cieszy i gada mi, ze on sopjrzal, a myslal ze ona nie widzi, a ona widziala, a on cos powiedzial, a ona odpowiedziala, bla bla bla, bla bla bla. mi chyba po prostu potrzeba seksu, on tak rozladowuje wszystkie napiecia. nie "rozladowywalam" sie od prawie pol roku. kosmos. skonczyly sie sny erotyczne i nastala zgryzliwosc. skomentuj (1) 2009-08-22 00:33:05 // - jestem w dolku, ma ktos drabine? dol permanentny to taki dol, ktorego poczatku sie nie pamieta, a konca nie widac. na 4 miesiace w przod przewiduje, ze tak zwany sylwester bedzie, ze znowu go nie bedzie. na pol roku w przod przewiduje, ze walentynki, (tak, to pseu doswieto wymyslone przez amerykanskich marketingowcow w celu dolowania wszystkich "singli" i zarabianiu na zwiazkach, ktore zasypuja sie metkowanymi wyznaniami milosci) rowniez bedzie powodem do picia. na 7 miesiecy w przod, przewiduje, ze moje urodziny rowniez beda kolejnym powodem do picia. znajduje w tym wszystkim dwie pozytywne mysli: 1) mam nadzieje ze bede miala za co pic 2) moga to byc moje daty "przyzwolenia na spozywanie alkoholu", a przez reszte czasu mam za zadanie wytrwac w trzezwosci no! skomentuj (0) 2009-08-10 00:31:58 // koniecznosci + wegetarianin + ateista + robiacy nalesniki + nie mowiacy o sprawach fizjologii + nieinformatyk + nie z polibudy + dogadujacy sie ze zwierzetami i dziecmi + ze zdrowym podejsciem do pieniedzy skomentuj (0) 2009-08-09 15:01:24 // "jestes samotny, nieporadny" ?! kurwa?!
skomentuj (0) 2009-08-08 23:09:06 // rower 45 minut temu siedzialam na przystanku czekajac na autobus do domu i myslalam nad zakupem roweru. po drugiej stronie ulicy dwoch gnojkow bilo rowerzyste. jakas dziewczyna zaczela "drzec morde" na atakujacego chlopaka. rowerzysta uciekl na druga strone ulicy, zszokowany i zakrwawiony. dalam mu chusteczki kiedy dzwonil na 112. straz miejska przyjechala po kwadransie. nie bylo rowerzysty. wszystko dzialo sie pod kamerami. przez glowe przewijaja mi sie dwie mysli. super byloby miec kogos, kto by zauwazyl ze cos sie moglo stac. super byloby zamontowac gaz/zel pieprzowy przy kierownicy przyszlego roweru, wtedy nie byloby mi smutno ze nie mam nikogo. moglybysmy sobie puszczac raz dziennie sygnaly z moja Karola, gdyby ktoras przez 24h sie nie odezwala, byloby wiadomo ze cos jest nie tak. ktoras znaczy ja, bo przeciez ona ma tylu znajomych i mieszka z rodzicami. moi zaczeliby sie zastanawiac gdyby po dwoch tygodniach milczenia, przez dwa dni nie mogli sie dodzwonic. musze sobie kupic gaz/zel. i zamiescic w koncu ogloszenie o wspollokatora, przynajmniej nakarmilby Grecie. skomentuj (0) 2009-08-01 06:23:55 // zmiany duzo zmian nastapi w tym tygodniu. - zmiana pokoju - zmiana kolorow - zmiana wspollokatora - kotek - klotnia z ojcem o kotka - cicha akceptacja mamy w sprawie kotka - porzadki od dzisiaj nie pije! wiem ze ta doba ma dopiero nieco ponad 6 godzin ale jeszcze nic i ani mysle zeby cokolwiek! i w ogole ograniczam kaloryczne jedzenie! ilosc niepotrzebnych rzeczy tez musze ograniczyc, bo w drugim pokoju nie ma "skladzika". skomentuj (0) |
|